Efekt motyla, czyli dlaczego reklamówka, w której przyniosłam z cukierni do domu wielkanocnego mazurka wróci do mnie wraz z rybką na Boże Narodzenie?
Termin efekt motyla pewnie większości z Was jest dobrze znany, a tym, co się z nim nie zetknęli postaram się krótko wyjaśnić. Jest to błahe, z pozoru banalne i nic nieznaczące zdarzenie, które powoduje szereg następujących po sobie wypadków – być może również błahych, które z kolei doprowadzają do czegoś, co zmienia bieg historii…albo chociaż twoje życie 😉
Weźmy na przykład taki śmieć, zwykłą jednorazówkę ze sklepu, w której przyniosłam ciasto na Wielkanoc (bo mi się nie chciało, albo zapomniałam wziąć lnianą torbę). Może ją na przykład wywiać z kontenera na śmieci i ponieść rowerzyście prosto na twarz. Ten zaś, zaskoczony, szarpnie gwałtownie kierownicą, straci panowanie nad swoim jednośladem i przewróci się na jezdnię. Aby go nie zabić jadący z naprzeciwka kierowca poloneza skręci w ostatniej chwili w prawo, wjeżdżając na chodnik i uderzając w budynek. Mury się zatrzęsą tak mocno, że pani na drugim piętrze wyleci z rąk filiżanka gorącej kawy i opatrzy swoje dziecko. W szpitalu, na oddziale dziecięcym ta samotna matka pozna lekarza, w którym ze wzajemnością się zakocha. Niestety, okaże się, że jest to jej stryjeczny kuzyn brata matki ciotki ze strony ojca. Z rozpaczy lekarz wyjedzie na Syberię i z tego wzburzenia wznieci rewolucję i obali prezydenta Putina 😉
Tak, taki scenariusz jest możliwy, choć raczej mało prawdopodobny 🙂
A jaki bieg wydarzeń jest bardzo prawdopodobny?
Najpewniej reklamówkę wywieje z kontenera, śmieciarki albo i z sortowni (o ile ktoś jej nie wyrzuci wcześniej gdzie popadnie). Leciutka papierowa torebka, gnana wiatrem niczym balonik powędruje najpierw chodnikiem, przez ulice, chwilę może na gapę na podmiejskim autobusie, potem pobuszuje po lesie, aż w końcu wpadnie do jeziora. Potargana do tego czasu na kilka, może i kilkanaście kawałków wpada wprost w wygłodniały pyszczek dorodnego karpia. Mija kilka miesięcy, karp traci czujność i zawisa na haczyku wędkarza. Następnie ów pechowy karp trafia na mój wigilijny stół. Ale zanim, to najpierw trzeba mu zajrzeć w bebechy. A tam, niczym list w butelce, foliowa reklamówka!
Siadam i zastanawiam się, od kogo ten list i jaką informację ma mi przekazać? Listy w butelce zawsze były pisane przez ludzi uwięzionych, którzy w ten sposób szukali dla siebie ratunku…Tylko, że ten list wysłałam sama do siebie…w imieniu ludzi uwięzionych na planecie zalewanej plastikiem proszę nas, mieszkańców Ziemi, o pomoc. Długo rozmyślam, jak pomóc. Zaczynam od siebie. A potem piszę ten tekst. To niewiele, ale zawsze jakiś początek. Udostępniany tekst niesie się w świat, a ludzie, przeczytawszy go, zaczynają bojkot sklepów, w których wszystko jest pakowane w plastik, nawet warzywa i owoce! I rusza wielka fala odśmiecania!
Tak, wiem, że wiele i wielu z Was uśmiecha się w tym momencie i myśli: utopia 🙂
Hmmm, może tak… a może nie.
Moim zdaniem, nie mamy wyjścia.
Wiecie, że ostatnie, zakrojone na szeroką skalę badania pokazały, że nawet najczystsze miejsca na Ziemi – Syberia, arktyczny lód czy Alpy – zanieczyszczone są mikroplastikiem? Te maleńkie cząsteczki, które pozostają po rozpadzie tworzyw sztucznych pod wpływem czynników atmosferycznych wnikają w glebę, trafiają do wód oraz są połykane przez zwierzęta.
Kilka lat temu, w 2018 roku przeprowadzono badanie na mieszkańcach różnych państw (między innymi Finlandii, Polski, Rosji, Austrii). Okazało się, że w kale wszystkich (!) uczestników badania znajdował się mikroplastik. Natomiast w innych badaniach wykryto obecność mikroplastiku w wodzie z kranu, wodzie butelkowanej, rybach czy napojach takich jak piwo.
To, jaki wpływ na nasze zdrowie ma mikroplastik w pełni pewnie okaże się dopiero za jakiś czas. Już teraz naukowcy wysuwają tezę, że niektóre związki chemiczne zawarte w plastiku mogą zaburzać naszą gospodarkę hormonalną.
Fot. Pixels.com




